poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ważne.

Przepraszam.
Soon! To Ff znajdzie się na moim nowym starym, blogu oto link:
>>>>>KLIKNIJ<<<<<
Jeśli czujecie się na siłach to proszę skomentujcie tamtego posta a w tym komentarzu ujawnijcie swoje opinie na temat mojego ff które mieliś cie okazje poczytać. Liczę na głębokie opinie a nie tylko ,, Świetnie piszesz ,, każdy wie że to nie jest prawda.

Nadal na tablecie.
Wasza Zuza.

piątek, 25 kwietnia 2014

Przepraszam

Nie chciałam by to tak wyszło, naprawdę.
Ci co czekali na dalsze rozdziały, nie doczekają się ich, wybaczcie ale nie dam rady pisać na tablecie, może kiedyś mi się uda coś napisać.
Nie chciałam zawieszać ale muszę bo sprzedali mojego laptopa i nie mam jak pisać.

Jeszcze raz przepraszam bardzo.
Dziękuję za taką ilość wejść i komentarzy które motywowały mnie do dalszej pracy.

Pozdrawiam, dziękuję i kocham.
Zuza.
Jeśli chcecie to pytajcie na asku; >>>asku<<<<<

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 1

Na początku kilka słów odemnie. Chcę wam podziękować za tyle wejść i komentarzy. Czuję się jakoś tak szanowana. Dziękuję wam bardzo że doceniacie moją pracę i wogóle dziękuję również za to że tyle osób chce być informowane o nowych rozdziałąch.
Kocham was. <3

EDIT: JEŚLI KTOŚ CHCE MOŻNA JUŻ ZADAWAĆ PYTANIA BOHATEROM >>>Tutaj<<<


Dzisiejszego dnia pogoda przypisywała mojemu humorowi. Padało i grzmiało, nad całym Londynem niebo było pokryte ciemnymi chmurami. W domu, w którym obecnie przebywałem sam zapalone były wszystkie światła, świeciły nawet  lampy na zewnątrz.
Usiadłem na krawędzi swojego łóżka i wyciągnąłem z kieszeni spodni swój najnowszej marki telefon którego jeszcze nigdzie nie ma w sklepach, byłem i jestem jako pierwszy jego dumnym posiadaczem. Kiedy odblokowałem ekran pokazało się powiadomienie o dwóch nie odebranych wiadomościach. Pierwsza była od mojego ,, kumpla’’ Justina a druga od mojej ,,matki’’.
Nacisnąłem palcem ikonkę koperty i otworzyłem wiadomość od Justina:


Od Justin
Stary! U Miley jest niezła imprezka. Wpadaj dużo babek.
- J


Przeleciałem wzrokiem jeszcze raz po drobnych literkach i uderzyłem sobie otwartą ręką w czoło. Co on sobie wyobrażał? że wyjdę z domu w tą pogodę?. Justin zawsze robił a nie myślał, raz próbował mnie namówić na dopalacze, udało mu się. Skończyło to się wymiotami i szpitalem, a potem mój ,, ojciec ‘’ krzyczał na mnie przez rok że jestem cholernym bachorem nad którym ciężko zapanować. Oczywiście ,,mama’’ przyznawała mu racje ale nie odważyła się by na mnie nakrzyczeć lub podnieść rękę by mnie uderzyć, wiedziała że bym był w stanie zrobić jej coś gorszego niż ona mi.
Kliknąłem na kolejną wiadomość:


Od Matka
Harry nie zapomnij zapłacić jutro
pieniędzy na wycieczkę.
Jutro zostajemy z ojcem w motelu
- Mama


Wywróciłem oczyma i rzuciłem telefon na biurko. Wyszedłem z pokoju i zszedłem po schodach do salonu. Stanąłem bez ruchu gdy piorun trzasnął gdzieś blisko mojego domu. Zadrżałem i wyjrzałem za okno. Nieopodal lampy ulicznej wywróciło się drzewo prosto na dom państwa Gomez, dom stanął w płomieniach.
Usiadłem na kanapie i wyglądałem ciągle przez okno. Po dziesięciu minutach przyjechała karetka, policja i straż pożarna. Kiedy wynosili ciała nieprzytomnych ludzi z domu szybko odwróciłem wzrok na dom naprzeciwko mojego. Raczej to nie był dom tylko uboga chatka pewnej pary seniorów którzy często przychodzili do moich rodziców po cukier i herbatę. Po ich wyglądzie i chatki można było wywnioskować że ci ludzie byli bardzo biedni.

Obok chatki przeszła kobieta, ta sama którą widzę codziennie. Zatrzymała się i spojrzała w stronę okna przez które wyglądałem. Przez chwilę miałem wrażenie że patrzała na mnie, delikatnie się uśmiechnęła i poszła dalej.

Następnego dnia był już poniedziałek i czas do szkoły. Ubrałem czarne jeansy i biały podkoszulek po czym zszedłem na dół do kuchni i zrobiłem jajka na bekonie które zjadłem w ciągu pięciu minut. Potem wziąłem torbę i zawiesiłem ją na lewym ramieniu i założyłem na nogi czarne converse. Kiedy wyszedłem z domu zamknąłem drzwi na klucz i włożyłem go do kieszeni ciasnych spodni w której miejsce zajmowała moja komórka.

Moje liceum znajduje się niedaleko ulicy Artistics. Jest ona zbudowana z kilku budynków połączonych razem i pięciu pawilonów, w każdym znajduje się dziesięć klas i dwie toalety oraz gabinet pielęgniarki. Ja uczęszczam do klasy 2 liceum w pawilonie c. W okolicach mojej szkoły znajduje się park gdzie często przebywam z ,, przyjaciółmi ‘’ lub sam. No a obok szkoły znajduje się wielkie boisko, jeszcze dalej Arena O5, to właśnie tam jest najwięcej koncertów sławnych ludzi. I dopiero zaraz za Areną są sklepy gdzie można kupić pamiątki jeśli ktoś przyjechał do nas na wycieczkę, są hotele i motele, różne studia, spożywczaki i inne sklepy.

Stanąłem na schodach prowadzących do pawilony c i rozejrzałem się czy nie ma kogoś mi znajomego po czym usiadłem na nich i wpatrywałem się w pawilon D gdzie odbywały się lekcje muzyki. No dobra dzisiaj było wyjątkowo cicho, zawsze słychać było śpiewy pochodzące z tamtego miejsca.
Wstałem ze schodów i otrzepałem spodnie po czym wszedłem do pawilonu c i udałem się do szatni gdzie czekał Justin, Zayn i Liam czyli moi tak zwani kumple którzy lubią mnie tylko dla pieniędzy jak już wcześniej wspominałem.

- Harry - usłyszałem krzyk Zayna. Spojrzało na niego kilka osób a potem na mnie i wyszli z szatni. - czemu wczoraj ciebie nie było na imprezie?
- Bo nie było - mruknąłem. W tej chwili przypomniało mi się o wypadku państwa Gomez. Ich córka uczęszczała do mojej szkoły i była ze mną w klasie. Czasem pożyczałem od niej notatki i chodziliśmy w ukryciu przed moimi znajomymi na koncerty które odbywały się w arenie.
- Podobno u Gomez piorun trzasnął i lekarze walczą o ich życie - powiedział Justin i zaczął się śmiać.
- Co cie tak bawi? - zapytałem unosząc jedną brew.
- Nic nic.

Ściągnąłem kurtkę i powiesiłem ją na wieszaku. Każdy miał przydzielony swój wieszak. W klasie mieliśmy szafki przeznaczone na książki i różne inne rzeczy takie jak farby czy bloki i włóczki, szydełka jeśli ktoś chodził na zajęcia dodatkowe. Ja oczywiście chodziłem na zajęcia z szycia bo namawiała mnie pani pedagog i jej się udało. Polubiłem te zajęcia.

Wyminąłem Justina i wyszedłem z szatni po czym udałem się pod klasę od angielskiego. Kiedy przyszła nauczycielka wszyscy weszli do klasy i powiedzieli dzień dobry.
- Zapiszcie temat lekcji: Test z użyciem podręcznika i ćwiczenia - powiedziała i przemknęła wzrokiem po klasie nie sprawdzając obecności. Zatrzymała wzrok na ostatniej ławce - a pan to chyba nie z naszej klasy - odwróciłem się i ujrzałem szatyna ze spuszczoną głową.
- Ja eee.. jestem nowy - mruknął prawie niesłyszalnie. - ostatni numer w dzienniku.
- Louis Tomlinson zgadza się?
- Tak.

sobota, 12 kwietnia 2014

Prolog

Byłem głupi udając tego kim nie jestem. Ale każdy się z tym już oswoił, naprawdę.. zawsze uważałem że ludzie są głupcami bez uczuć, nie umieją kochać, walczyć. A tym czasem okazało się że to ja byłem problemem, problemem który trzeba zniszczyć.
Od małego się rządziłem, kłóciłem, nikogo nie lubiłem , dokuczałem , biłem i szantażowałem innych. To było wielkim błędem. Teraz jest tak samo. Moje osiemnastoletnie życie jest zbyt idealne. Pochodzę z bogatej rodziny Cowellów. Nie wiem kim byli moi prawdziwi rodzice, ale wiem to że Simon ( mój przybrany ojciec ) znalazł mnie pod drzwiami domu gdy byłem jeszcze niemowlakiem. 
Mój ojciec posiada dużo studiów takich jak X-Factor. Dzięki temu mamy dużo pieniędzy, a ja mam wszystko czego zapragnę. 

Zawsze chciałem się dowiedzieć kto jest moją prawdziwą rodziną, kiedyś nawet już byłem blisko, bardzo blisko rozwiązania tej zagadki. Codziennie obok mojego domu, a raczej villi przechodziła taka kobieta lub czasem siadała na ławce i patrzała się w okno mojego pokoju. Zawsze zastanawiałem się kim ona była. Ale to jeszcze nie koniec historii z tą kobietą. 
Kiedy byłem w szkole zawsze ją mijałem na chodniku wracając do domu, ona stała oparta o bramę szkoły i przyglądała się każdemu kto tędy przechodził. Kilka uczniów mojej szkoły się z nią witało i posyłało jej uśmiechy, które wcale nie były fałszywe. 
Albo wtedy kiedy byłem w centrum handlowym. Kobieta zawsze wychodziła z tego samego sklepu z chlebem i wodą. Potem owijała się długim szalem i każdy się z nią witał albo coś jej dawał: pieniądze, jedzenie lub czasem jakieś ulotki. Prawdopodobnie była ona ubogą kobietą. 
Albo zawsze kiedy byłem z kumplami którzy byli nimi tylko dla moich pieniędzy i dlatego że mój ojciec był sławny zobaczyłem tą kobietę na ławce, karmiła gołębie i z każdym się witała. Była uśmiechnięta lecz w jej oczy wydawały się być smutne. Spojrzała na mnie i posłała mi nikły uśmiech po czym odeszła. Wydawało mi się że ta kobieta mnie szpieguje. 

Wracając do mojego życia prywatnego. Mogłem robić do chciałem, rodziców prawie nigdy nie było w domu, albo wracali dopiero gdy spałem, albo zostawali w hotelu. Uwielbiałem oglądać horrory. A potem chodziłem spać z włączonym światłem. Strasznie się bałem ciemności. Raz kiedy zgasło światło w całym domu, była wtedy awaria, płakałem jak małe dziecko. 
Codziennie urządzałem w domu imprezy, zapraszałem około 700 osób. 
Jak wcześniej wspominałem, miałem wszystko co chciałem. Ale brakowało mi miłości rodziców, opieki, prawdziwych przyjaciół i miłości.